poniedziałek, 21 maja 2012

XXI V (MMXII)












Na horyzoncie egzamin z filozofii francuskiej, więc trochę nadrabiam. Dzisiaj skończyłem "Czas, i to co inne" Levinasa. Po nie do końca jasnej przedmowie, bardzo pozytywnie zaskoczyłem się treścią tych czterech wykładów. Być może trudno przystosować się do tego języka, zwłaszcza gdy zazwyczaj obraca się człowiek w kręgu filozofii analitycznej. Jednak przy odrobinie wysiłku i dobrej woli można z tego tekstu wynieść wiele. Są tutaj bowiem niektóre wglądy autora, które - przynajmniej dla mnie - brzmią świeżo i błyskotliwe.

Plusem "samym w sobie" jest fragment, w którym Levinas zbliża się wyraźnie do intuicji bardzo bliskich dowodowi ontologicznemu. Natomiast tym, co jest najciekawsze to analizy dotyczące kolejno: samotności, samobójstwa i śmierci, czasu i w końcu relacji erotycznej. Umiejętność wydobywania niuansów, jaką zaprezentował tu Levinas powinna budzić słuszne uznanie. Wryło mi się w pamięć mniej więcej tak brzmiące zdanie:

"Profanacja nie jest negacją Tajemnicy. Profanacja jest jedną z możliwych relacji z nią."

Bardzo dobre wrażenie, jakie wywarła na mnie ta niewielka książka, to dla mnie dobry powód, żeby sięgnąć wreszcie po "O Bogu, który nawiedza myśl", który kupiłem jakiś rok temu. Po drodze jednak jeszcze Sartre ("Szkic o teorii emocji") i mój ulubiony Bergson z esejem o śmiechu i "Dwoma źródłami moralności i religii".

sobota, 12 maja 2012

XII V (MMXII)

Po schodach idziemy tak, jak idzie się do wyroczni. Zaczynam rozumieć napięcie, jakie musieli odczuwać ci, którzy wybierali się do Delf. W drzwiach wita nas Profesor. Zręcznie kieruje naszymi krokami. Jesteśmy w gabinecie. Po sufit w gablotach wszędzie pełno książek. Pada pytanie o konkretną liczbę. Profesor sięga po notes, w którym zapisane są wszystkie pozycje. Ponad dziesięć tysięcy, ale około stu gdzieś "zaginęło".

Profesor to legenda. Pomimo podeszłego wieku nadal zachował niezwykłą sprawność intelektualną. Dlatego zanim zadam kluczowe, z dawna przygotowane, pytanie - jeszcze raz, w myśli testuję swoją kwestię. Jakoś wypluwam je z siebie. Profesor potwierdza moje stanowisko, ale zaraz zaczynam mieć wątpliwości. Czy powiedziałem wszystko? Być może gdybym wspomniał o innych założeniach, które przyjmuję - odpowiedź byłaby już inna, negatywna? Nie kontynuuję jednak wątku.

Profesor przechodzi natomiast do pochwały amerykańskich powieści kryminalnych. Z różnych względów wygrywają bój o dostęp do jego oczu, który nieustannie toczą z tekstami filozofów analitycznych. Wspomina też o "Wielkim Zwycięstwie" nad Kołakowskim. Lata temu w Zakopanem. Obaj panowie grają w bilarda z tzw. "grzybkiem". Kołakowski trafia w grzybka, Profesor nadrabia straty i wygrywa. Uśmiechamy się do siebie, bo o tym akurat nie mieliśmy pojęcia. Mija około pół godziny. Profesor przekazuje nam świadectwa przeszłości posegregowane w teczkach, które mamy ze sobą zabrać. Wychodzimy, odjeżdżamy.

sobota, 5 maja 2012

V V (MMXII)















Trochę symbolicznego deszczu i miałki z natury tekst, który nie chce dać się ukończyć. Góry, w których byłem przed chwilą pozostawiły po sobie dobre wrażenie. Całe to łażenie, pilnowanie szlaków, bycie zdanym na dobry humor mapy, pogody itd. Płyta zrobiona - wreszcie można usiąść, zdystansować się nieco, pomyśleć o napoczętych książkach, zaskakujących nieco ludziach ze schroniska (np. o mężczyźnie, który chodził po korytarzach z roztargnioną miną, trzymając ze sobą egzemplarz książki Tomasza Manna i na każde pytanie odpowiadał oddalonym "tak, tak...", a jego kosmetyczka - którą wszyscy widzieli - była ozdobiona sceną meczu w krykieta...albo też o kimś innym, który w kluczowych momentach wykrzykiwał: "i..." oraz "wreście...").

XX IV (MMXII)






























Praga mnie kusi. Znowu. Do tego to dziwne, Spinozjańskie wrażenie, że wszyscy z którymi rozmawiasz są tak naprawdę jedną i tą samą osobą i festiwal jazzowy, na który nie było pieniędzy, ale w ostatniej chwili wygrałem wejściówkę.

środa, 2 maja 2012

Futurospekcja - Metamiasto EP ! ! !


Futurospekcja
Metamiasto EP
So.Far.Unknown.Records 2012
SFU-004

1. Metamiasto
2. Nocny
3. Trzecie oko
4. Elementy
5. Zrzut
6. Przecieki
7. Powrót snu
8. Wyjazd (Józefowi Czarneckiemu)
9. Microgrooves (F'spekcja makro hop)
10. Metamiasto (II)

Oprawa graficzna: Malwina Adaszek
Mix/mastering: Jakub Zamojski


Historia "Metamiasta" wygląda mniej więcej tak. Ponad rok temu zacząłem tworzyć tytułowy kawałek. Nie miałem jeszcze wtedy jasnego pomysłu jak miałaby wyglądać całość, poza założeniem, że powinno to być coś, czego sam chciałbym słuchać. Nie śpieszyłem się zbytnio i praca przedłużała się ponad miarę. Po jakimś czasie, Marcin Rogalewicz (SFR) dowiedział się od Kuby Zamojskiego, mojego przyjaciela, że dłubię w domu jakieś kawałki. Po odsłuchaniu małej części z tego co zrobiłem, zaproponował mi, żeby "Metamiasto" wyszło pod szyldem SFR. Kuba zaoferował, że zajmie się brzmieniową stroną nagrania, czyli poprawi wszystko, to co albo zepsułem, albo czego nie umiałem zrobić lepiej;-)

Napisałem wyżej, że "Metamiasto" miało być muzyką, której sam chciałbym słuchać, czyli jaką? Cóż, pomysł był prosty. Chodziło mi mniej więcej o to, żeby połączyć połamaną, hip-hopową warstwę rytmiczną z brzmieniami charakterystycznymi dla abstrakcyjnej elektroniki. Według mnie, jest to podejście, które wciąż nie jest do końca wyzyskane. Stąd też, główne inspiracje to: Sixtoo, Amon Tobin, Joe Beats, ale także Alibabki (najlepszy damski wokalny zespół świata), Włodzimierz Kiniorski, w jakiejś mierze Flying Lotus, oczywiście jazz (choć może nie słychać tego, aż tak wyraźnie) i - mój ulubiony kompozytor - Morton Feldman. Starałem się jednak, żeby te tropy nie były tym, do czego płyta się redukuje, dlatego dużo czasu zeszło mi na próbie wypracowania jakiegoś autonomicznego muzycznie "głosu". Czy to mi się udało? Nie wiem, oceńcie sami.

Całość trwa osiemnaście minut, trzydzieści trzy sekundy. Utwory 7 i 8 powstały nieco wcześniej. "Powrót Snu" był częścią oprawy muzycznej, jaką zrobiłem do wystawy prac Stasysa Eidrigeviciusa w Galerii OPT Gardzienice, zaś dziewiątka jest remiksem kawałka "Microgrooves" z płyty B.R.O. "Analog people in a digital world". Jeden z utworów ("Wyjazd") jest dedykowany zmarłemu w 2003 roku Józefowi Czarneckiemu, który nie tylko uczył mnie gry na saksofonie, ale także był (i jest) dla mnie uosobieniem prawdziwej mądrości, wiedzy muzycznej i inteligentnie zdystansowanego podejścia do świata. Tytuł zaś wziął się stąd, że jego śmierć była dla mnie dość niespodziewana, i do dziś myślę o tym fakcie, jako czymś jedynie tymczasowym; czymś analogicznym do nagłego, niezaplanowanego wyjazdu.

Podziękowania znalazły się na płycie, ale jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy mi pomogli doprowadzić "Metamiasto" do końca.

Do pobrania tutaj:
http://www.sofarunknown.net/metamiasto/

czwartek, 26 kwietnia 2012

XXVI IV (MMXII)

A co jeśli zadzwoni znowu? Nawet nie można udawać, że mnie tu nie ma; to przecież od dawna jest jasne. Za każdym razem, gdy ta dziwna, czarna bryła (której własności nie omawiano ani w szkole, ani na studiach) zaczyna się trząść, jakby świadomie wpędzała się we wzburzenie: ogarnia mnie głuchy lęk. W obliczu tego nic nie jest pewne; zwłaszcza, że każde kolejne przywołanie mnie do porządku wydaje się coraz bardziej zniecierpliwione i agresywne. Czarne, połyskliwe zwierzę przywiezione przez Dziadka z Pragi na początku wieku.

Na początku nikt nie wiedział nawet, jak je zamontować. W tym celu, dziadek pojechał do Warszawy, żeby sprowadzić jakiegoś fachowca. Zwierzę, gdy tylko zostało podłączone do prądu, zdradzało swoje czuwanie poprzez przeciągły pisk w słuchawce, gdy się ją przykładało (nie bez lęku) do własnego ucha. To jednak było dawno. Wtedy nie było żadnego strachu, tylko mała, chłopięca ciekawość. Podejrzewałem, że membrana słuchawki kumuluje w sobie sygnały z jakiegoś niedostępnego w inny sposób świata. Z czasem jednak i to uczucie wygasło. Przekonanie, że to tylko pieśń przeszłości legło w gruzy dzisiejszego ranka.

Ostre, nieuprzedzone niczym cięcie, a potem seria bliźniaczo podobnych minut, podczas których wycieram chustką pot z twarzy i oczekuję kolejnego wezwania. Próbowałem ratować się wspomnieniem nóg Heleny, ale gdy tylko udało mi się szkicowo przedstawić sobie ich kształt - aparat przywoływał mnie do porządku eksplozją wbudowanego weń dzwonka.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

XVI IV (MMXII)

Przeciągły stukot i jasność - co kilka sekund wyłaniająca się z ciemnego tunelu. Czyjeś nieco przyspieszone kroki i zdziwienie, gdy odnalezienie schodów prowadzących na wieżyce mostu okazuje się trudniejsze, niż można było się spodziewać. Wszędzie te pociągi; wszystkie typy, jakie tylko można sobie wymarzyć. W pewnym momencie ich nagromadzenie dochodzi do takiego punktu, że pojawia się myśl, iż muszą tak krążyć, bo inaczej całe miasto niechybnie się zapadnie. Jak gdyby pozbawione miarowego rytmu, nie miało już własnej siły na podtrzymywanie się w istnieniu.

To prywatna, nieco chaotyczna ekspedycja. Jest mieszaniną wspomnień, ciekawości niewidzianych dotąd zaułków i konstruowania hipotetycznych ciągów dalszych - na bazie tego, co już doskonale wiadomo z przepastnej przeszłości. Minięte bez celebry muzeum wojny uświadamia, że tu naprawdę wszystko się koncentruje. Rakiety - czarujące opakowania dla prochu - sugerują czujność, którą za chwilę neutralizują puste place, milczące szumem wody z fontann pobliskiego parku.

Więc nie jest przypadkiem, że pojawiają się kamienne figury i biorą człowieka w przerażająco skuteczne oblężenie.

- Mamy czas - zdają się mówić - czyżbyś mógł w to wątpić?

Nawet nie wiadomo co na to - w myśli - odpowiedzieć. Można tylko zerknąć w górę, żeby upewnić się, iż ptasie stado jest twoim potężnym, choć mało komunikatywnym sojusznikiem. Nad geometrią placu wykonują swoje oficjalne manewry, standardowy zbiór sygnałów natury. Nie zwiastuje to końca, ani rozwinięcia - raczej, doskonały wstęp.